Zaraza

Obiegowa opinia głosi, że mężczyzna winien być twardy.

Taki, co to jest samcem alfa- pracuje, zarabia, komu trzeba da w mordę, a przy tym wygląda jak umięśniony milion dolarów. Personalnie, uważam, że temu, który ukuł powyższe powiedzenie wcale nie chodziło o aż tak posuniętą życiowo bezkompromisowość, któż bowiem mógłby sprostać aż tak wyśrubowanym wymaganiom? Ten co miał pieniądze rzadko bywał ładny, a ślicznym biedakom nic z ich urody nie przychodziło, poza może obolałą dupą i zwichniętym sumieniem. Długo nad tym myślałem i wymyśliłem. Tu zwyczajnie chodzi o chuja, ni mniej ni więcej. Facet może być jaki chce, ale jeśli jeśli nie jest twardy na dole, to jest po prostu jednym wielkim złamasem. Seks to gigantyczne misterium i tu facet staje (dosłownie!), przed największym życiowym wyzwaniem. Jebanie się to nie szachy i nie będzie braw jeśli skończysz w trzech ruchach.

W młodości chuj chce ci wybić zęby. Potem upodabnia się do kompasu, takiego co to kapryśnie i z wielkim wahaniem wyszukuje północy (i tylko wtedy działa). Na koniec spuszczasz się na własne kapcie, ciesząc się jak dziecko, że jeszcze cokolwiek z niego wylatuje.

W pewnym wieku seks jest jak rozpaczliwa walka morskiego rozbitka- jeśli nie dostosujesz sił do zamiarów, to idziesz na dno i nikt nie będzie po tobie płakał.

Tym dziwniejsze było to, czego właśnie doświadczałem.

Stałem przy kasie na stacji Orlen, a w moich spodniach nie było już miejsca nawet na odrobinę nadziei.

- Kawa latte, dwa razy batonik 3Bit, hot-dog, guma Orbit i paliwo z trójki… Płaci pan 215 zł i 76 groszy. Karta czy gotówka?- pani z obsługi przeciągnęła po mnie wzrokiem i sprzedała wymęczony uśmiech- Jeśli zbiera pan punkty to dziś jest promocja za płatność kartą Visa. Gdyby pan taką zapłacił, dorzuciłabym od firmy drugiego hot-doga gratis.

Sytuacja była krytyczna. Chuj sięgał mi już do lewej kieszeni, zupełnie tak, jakby chciał wyjąć portfel i zapłacić co tam byłem winny.

-Eeee…- zawiesiłem się na moment, bo chwilowo odebrało mi rozum.

Zawsze tak mam jak mi staje. Przestaję logicznie myśleć. Cała krew z mózgu odpływa mi do wiadomego miejsca i na moment staję się jedną wielką śliniącą się kukłą, której jedynym marzeniem i celem jest to, by upchnąć gdzieś swój kłopot.

Ale jak zrobić to na Orlenie, kiedy musisz odebrać hot-doga i dodatkowo zrobić sobie kawę?

- Mam do pani prośbę…- wydukałem, niczym człowiek z ustami pełnymi suchego piasku- Proszę mi to wszystko odłożyć na bok i może zrobić kawę… Mam pilny telefon, zaraz wracam.

Spierdoliłem do łazienki i zaryglowałem drzwi. W życiu to ja szczęścia za bardzo nie miałem, ale to był ewidentnie jeden z tych momentów- czułem ogromne, wszechogarniające podniecenie, które rozlało się po moich żyłach tak, jak oliwa rozlewa się po świeżo wyfroterowanej podłodze. Cicho, słodko i leniwie. I po czym mój Boże? Po czym? Po zatankowaniu wysokooktanowej benzyny? Widocznie byłem strasznym zboczeńcem.

Drżącą ręką wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem tam, gdzie w takich wypadkach się dzwoni. Do własnej żony.

- No co tam się dzieje? Jesteś w pracy, czy już wyszedłeś? Jeśli tak, to nie zapomnij kupić Vanisha do białego. Koniecznie w płynie; proszek mnie nie interesuje- powiedział Widerson, który odebrał już po pierwszym dzwonku.

Chuj rósł mi w takim tempie, jakby zrobiono go z drożdżowego ciasta i postawiono na babcinym zapiecku. Eksplozja była już kwestią minut.

- Wojtek- wydyszałem w czeluście HTC- Ty nie wiesz co się stało. Doznałem ciężkiego przypadku wzwodu, a coś czuję, że jest to jeden z tych wzwodów, które nie przejdą bezinwazyjnie…I wyobraź sobie, że jestem w publicznym kiblu i nie wiem co robić. Strach do ludzi wyjść, bo jeszcze policję zawołają… Co mam robić?- zapytałem jak sztubak, ze sztubacką nadzieją na to, że ktoś za mnie rozwiąże problem- Czekać aż minie?

W słuchawce zapadła cisza, co niezbyt dobrze wróżyło ogółowi.

- Ciężki przypadek wzwodu?- Wojciech zacytował waszego uniżonego sługę- Ty to w ogóle jesteś ciężki przypadek. Co ty mi za bzdury opowiadasz kiedy ja jestem zajęty pracą? Normalnie stamtąd wyjdź idź do samochodu i jedź do domu; dobrze wiesz, że za chwile ci przejdzie. Na twoim miejscu jednak nie zapominałbym o Vanishu, bo to jedyny twój obowiązek na dzień dzisiejszy. A znając ciebie i twój poziom umysłowy, to bym się wcale nie zdziwił gdybyś w tym szalecie zaczął się onanizować. Akurat po tobie spodziewam się wszystkiego co najgłupsze!

I było po rozmowie.

Nie żałowałem jednak, że zadzwoniłem, bo oto Wojciech mnie zainspirował. Jak mogłem zapomnieć o czymś tak prostym? Masturbacja- to było to! Pomęczę się chwilę i będzie po sprawie. Potem pojadę se do sklepu, kupię mu ten Vanish i będzie po wszystkim. Obie strony będą zadowolone. A ja to już na pewno.

Poluzowałem pasek i sięgnąłem dłonią wewnątrz spodni.

Pierwszym co poczułem był wszechogarniający gorąc- kto by pomyślał, że tak kosmiczną temperaturę można osiągnąć we własnych majtkach. Gdyby w tamtym momencie podpięto mnie pod miejską elektrociepłownię, zapewniłbym gorącą wodę dla połowy krakowskiego śródmieścia. Ująłem się w dłoń i przymknąłem oczy. Powiedzieć, że będę miał pełne ręce roboty było mało- to był jakiś przełom, krytyczny wyjątek, na który ewidentnie w tamtym momencie nie byłem przygotowany. Spodnie opadły mi na kostki, a prawą ręką podparłem się wprost o umywalkę.

Prawą, jak to mańkut.

Żeby jednak cała operacja odniosła skutek i można było odtrąbić sukces, był mi potrzebny konkretny obiekt, o który mógłbym zaczepić swoje zboczone myśli. I ja takowy obiekt posiadałem, i to od lat. Był nim nieżyjący już aktor, Paul Walker, który w moim mniemaniu był jednym z najprzystojniejszych mężczyzn na świecie. Nie dość więc, że miałem zamiar oddać się zgnitemu i zaprzałemu grzechowi Onana, to na dodatek zmierzałem wprost ku nekrofilii, co w połączeniu z byciem pedałem, stawiało mnie na samym końcu kolejki do chrystusowej bramy. Czy to jednak było aż tak istotne?

Jeśli już miałem wywoływać ducha, to niech przynajmniej ten duch mi obciągnie. Jemu i tak jest już wszystko jedno.

Zmrużyłem oczy i zobaczyłem. Zobaczyłem jak podchodzi do mnie, ubrany jedynie w krótkie szorty i tenisówki. Klęknął przede mną i przyłożył głowę do mojego brzucha, muskając rozpaloną skórę swoimi rzęsami. Czułem jego oddech, czułem nadciągającą i wszechogarniającą rozkosz. Tak jak spieniona fala porywa niedoświadczonego surfera, tak namiętność porwała mnie, i nie bacząc na okoliczności, rzuciła na wystające skalne rafy.

To było to! Jeszcze trzy ruchy i…

- Halo! Co tam się dzieje!- głośna łomotanina w drzwi chwilowo przywróciła mnie światu- Co pan tak długo tam siedzi? Przecież inni czekają, a męska jest tylko jedna!

Miał facet szczęście, że nie widział mnie w tamtej chwili. Gdyby zobaczył, wątpię by jeszcze kiedykolwiek zdecydował się na samotny wypad na miasto.

Skoncentrowałem się ponownie. Przez moment bałem się, że Paul odszedł, ale ciągle tu był. Znów zrobił to samo i znów to poczułem. Tym razem byłem już tak podjarany, że na efekty nie trzeba było długo czekać.

-Boże!- krzyknąłem i przygryzłem sobie wargi- Tak! Tak! Tak! To niesamowite, niesamowite…Nareszcie…

Było po wszystkim, a ja byłem wolny.

Otwarłem oczy, a jak otwarłem to pożałowałem, że to zrobiłem.

-O kurwa jasna- wyrwało mi się mimowolnie- Matko przenajświętsza, i co teraz?

Umywalka stanowiła obraz nędzy i rozpaczy. Ja wiedziałem, czułem, że będzie to wyjątkowa erupcja, ale nie wiedziałem, że aż tak spektakularna. Cała umywalka była zapryskana, ale nie to w sumie było najgorsze. Kumulacja znajdywała się na dozowniku mydła- całość zmieszała się z kapiącym smętnie mydłem w płynie, zupełnie nie odróżniając się od niego kolorem. Nie było za bardzo jak włączyć wody, bo i z kranu zwisał pojedyńczy glut- żywa pamiątka po wizycie z zaświatów.

Złapałem kawałek papieru i byle jak wytarłem ręce. Podciągnąłem spodnie, rozejrzałem się na boki i otworzyłem drzwi- tylko po to, by zostać opierdolonym.

- Panie, na miłość boską!- powiedział stu kilowy typ w siateczkowej podkoszulce- Inni też chcą skorzystać, a pan myślisz, że to pana własność! Weź się pan odsuń, bo czekałem kwadrans i nie zamierzam ani minuty dłużej!

Po krótkiej wizycie w kasie wyszedłem na dwór i oparłem się o bok swojego samochodu. Hot- dog wystygł całkowicie, ale mnie to nie przeszkadzało- czułem ten rodzaj zadowolenia, jaki dotyka człowieka po wyjątkowo udanym seksie. Mogłem w tej chwili żuć starego trampka, a i tak byłbym zadowolony.

- Przepraszam, że tak na pana naskoczyłem, ale w pracy jestem i trochę mi się spieszy- dziad kiblowy wyrósł jak spod ziemi i stanął wprost przed moim nosem- Tirem jadę,a  jak już się zatrzymam, to wypada się trochę odświeżyć. Człowiek umyje twarz, ręce i od razu mu lepiej!

Gdyby wiedział czym się odświeżył, to do końca swoich dni nie wyszedłby z psychiatryka.

Dom przywitał mnie zapachem rosołu i kwileniem niespełna półrocznego dziecka. Wojtka jeszcze nie było, ale nie żałowałem- bardzo rzadko zdarzało mi się być samemu, a jak już byłem to lubiłem korzystać. W planach miałem jedzenie, słuchanie muzyki, granie na komputerze, a może i małą drzemkę- pod tym względem nie różniłem się niczym od Flo. I on i ja, lubiliśmy sobie ucinać popołudniowe drzemki, a parokrotnie robiliśmy to nawet w jednym łóżku.

Plany miałem wielkie, ale z takich planów niewiele zwykle wychodzi. Nie inaczej było tym razem.

Poczułem się źle. Z minuty na minutę coraz gorzej- zamiast zjeść podany przez Kryśkę rosół, jedynie grzebałem w talerzu, przeganiając łyżką marchewkowe wiórki. Nagle wszystko zaczęło mnie razić- wpadające przez okienne żaluzje słońce, gaworzenie dziecka, brzęk muchy. Te dźwięki były nie do zniesienia, więc przeniosłem się do sypialni, gdzie zasunąłem rolety i padłem jak stałem na łóżko.

Kiedy wrócił Widerson, było ze mną już bardzo źle.

- Czy ty masz mi coś do powiedzenia?- zamknął drzwi i stanął vis-a-vis łóżka- Bo wydaje mi się, że chyba tak.

Musiał od jakiegoś czasu być w domu, a mówiło mi o tym jego ubranie. Szorty, podkoszulek- Wojtek nigdy nie wyszedłby tak ubrany do pracy. Widocznie spałem kiedy przyjechał, a na zewnątrz musiał panować już wieczór.

- Czy mam ci coś do powiedzenia?- zamrugałem nieprzytomnie oczami, próbując złapać ostrość widzenia- W sumie to chyba tak. Chciałem ci powiedzieć byś nigdy, pod żadnym pozorem, nie mył rąk na stacji benzynowej na Orlenie. To chyba wszystko.

Lekkie warknięcie przeleciało po pokoju. Tak samo warknąłby bezdomny pies, któremu ktoś chciałby odebrać cudem zdobytego gnata.

- Gdzie Vanish? Sprawdzałem w łazience, twoim samochodzie i pralni. I wiesz co? Nie ma. I jeśli nie masz na to logicznego wytłumaczenia, to spotka cię stosowna kara. Marek?- podszedł do mnie i pochylił twarz, a ja zobaczyłem w jego oczach prawdziwą troskę- Boże, ty jesteś rozpalony! Brałeś coś, jakieś leki? Trzeba zmierzyć, a potem zbić temperaturę. Co ci jest? Co cię boli? Mareczku? Powiedz kochanie, a ja się zaraz tobą zajmę.

Byłem już bardzo, ale to bardzo chory. Zaraza rozwinęła się we mnie w niespełna pięć godzin, co tylko wydawało świadectwo jej zjadliwości.

- To AIDS, Widerson- wyszeptałem wyschniętymi na wiór ustami- Zaraziłeś mnie, to masz. Jeszcze w południe czułem się dobrze, a teraz widzisz co jest. Daj mi kartkę i długopis; będę pisał testament. Ty oczywiście dostaniesz wszystko, ale parę rzeczy chcę przekazać najbliższym, a ty powinieneś mi to udostępnić.

Wojciech wstał, odsunął roletę i wzruszył ramionami jak człowiek, któremu na niczym już nie zależy.

-Jeśli cokolwiek ci dolega, to głupota- położył mi dłoń na czole, ale zaraz ją cofnął- Nie masz żadnego AIDS, za to ci ręczę. Powiedz mi- zmrużył oczy, co upodobniło go do polującego pytona- Co ty dzisiaj jadłeś? Czego się nażarłeś na mieście? Lazania? Hamburger? Pizza? Nie od dziś wiem, że jak się zatrujesz, to przechodzisz to z gorączką! A testament? A pisz sobie, proszę bardzo. Kartki i długopis są w szafce przy łóżku, od mojej strony. I wiesz co? Robiłem ostatnio porządki i mam takie pudełko, pełne rzeczy w sam raz do zapisania twoim odmóżdżonym kolesiom. Pójdę i je przyniosę, a ty przynajmniej będziesz miał zajęcie.

Poszedł, a ja sięgnąłem po przybory do pisania.

Nadchodził koniec, co wyczuwałem każdym poranionym przez chorobę nerwem.

Testament był jedyną rzeczą, której musiałem jeszcze dopełnić.

 

 

29 Komentarze

  1. biedny Wojtek został od czasu studiów skazany na życie z człowiekiem prezentującym powyższy poziom. plugawa kreatura.

    • Było zostać biednym i nie doić plugawej kreatury.

      Swoją drogą, ludzie bez poczucia humoru mają drastycznie niskie IQ niestety, a jeśli do tego kurewską naturę, to podziwiam Mareczka, że 20 lat wytrzymał.

      Pozdrawiam i czekam na kolejne opowieści. Świetnie się czyta :)

  2. A co Ty tam głosisz na tym zdj ? Litwo Ojczyzno Moja … ? :D
    P.s Koszula Ci się rozchodzi :D Motylem bylem … :p Tylko się nie obrażaj ;)

  3. No to gdzie TEN FILM/ SERIAL ?! Pewnie Ci wkręcam pytanie, ale filmu nie kręci się przez pół roku, to jak to wykręcisz i ładnie ułożysz w słowa, aż kurw… jestem ciekaw ? :) Każdy Ci kadzi, że ładnie piszesz, ale co z tą konsekwencją robaczku :) ????????????????

    • Filmu nie kręci się przez pół roku? Ty zapewne nakręciłbyś w 5 minut. Nie masz zielonego pojęcia o realizacji takiego przedsięwzięcia, bo gdybyś miał, nie plótłbyś takich bzdur. Nie mam zresztą pretensji, bo sam myślałem tak jak i ty, ale rzeczywistość skorygowała moje zapędy. Przykład- dziennie, we wnętrzach, gdzie potrzebne jest rozstawienie światła itp, można nagrać jedynie trzy sceny, bo na więcej nie starczy czasu. Na zewnątrz, w plenerze jest o niebo lepiej, ale nie wszystko można nakręcić w pokoju. Poza zdjęciami jest kwestia montażu. Doucz się, poczytaj, a zrozumiesz. Ewentualnie mogę cię odesłać do ludzi, którzy odpowiadają za twórczą całość i z nimi se pogadaj. Ja nigdy nie robię rzeczy bezcelowych i w tym też mam prywatny interes.

  4. Marciu, Marciu… aleś zaorał ;)
    Ale wierzę że jak zawsze wszystko pod kontrolą :)
    Nie da się ukryć; walczyłam z tym ale nie mogłam się przemóc…
    I pomyśleć że nie miałam nic przeciwko Widziowi u Remka… ehhhh. Zresztą, never mind :\
    Buzi, buzi w co se tam chcesz :)

  5. Wkurwiasz. Pisałeś, pisałeś, masturbowales sie komentarzami a teraz gówno. Koniec i bomba kto czytał ten trąba

  6. Marciu, nie wiem czy nadal tu bywasz czy nie… czy porzuciłeś bloga czy w ogóle żyjesz :/ Ślad po Tobie zaginął :(
    Słuchaj, zrobisz z tą wiedzą co chcesz- ja nawet nie wiem czy odczytasz…
    Rafał Kosiec, 29letni piłkarz, sparaliżowany i kompletnie nie wie co jest przyczyną. W szpitalu na Szaserów gadają tylko że mam mieć nadzieję… ja wiem ze zawsze trzeba być dobrej myśli ale… no właśnie :/ Byłeś pierwszym o którym pomyślałam. Może znasz kogoś kto mogłby choćby spróbować mu pomóc, co?
    Pewnie żyjesz wesolo z Widziem i dzieciakami i pewnie nawet Ci nie w głowie sprawdzanie starego maila…
    Ale pomyślałam i napisałam…
    Buzi buzi w co se tam chcesz ;)
    Aneta

    • heloł, Anette. co do opisanego przypadku, musiałbym wiedzieć coś więcej. jaki paraliż, czego paraliż, od kiedy, co temu towarzyszyło. bez tej wiedzy nie sposób wyrokować. chciałbym ci pomóc, ale muszę wiedzieć więcej. na początek niech sprawdzą boreliozę- nie tak dawno temu widziałem przypadek sparaliżowanej kobiety, gdzie przyczyną był zasrany kleszcz. pozdrawiam, czekając na wieści.

  7. Trafiłam tutaj od linka do linka =). Przeczytałam od deski do deski. I domagam się więcej =)))). Świetne pióro. Kilka epitetów, które u Ciebie znalazłam powaliło mnie na podłogę. I turlałam się ze śmiechu.Pozdrawiam!

  8. Zaglądam czasami z nadzieją, że coś ciekawego przeczytam… cisza… szkoda… pozdrawiam Cię gorąco…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.